Wszystkie »

  • Wpisów:35
  • Średnio co: 64 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 20:22
  • Licznik odwiedzin:24 329 / 2333 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
HEJ!
Jak po wakacjach? Trochę zaniedbałam bloga...
U mnie spoko - jestem w 6d, stara klasa, luzik - gorzej, że się wyprowadzam z mojej kochanej Białołęki, gdzie właściwie wszędzie blisko...
A gdzie się wyprowadzam? - spytacie.
Odpowiedź jest prosta:
Brytania, och Brytania...
Anglia, a dokładniej Maidenhead, urocza mieścinka pod Londynem. A mieszkanie mam pod Furze Platt.
Furze Platt Secondary School.
Moja nowa szkoła. Trochę mnie to przeraża, no ale cóż "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Ja przecież dobrze mówić po angielskiemu
Na początku będzie trochę trudno, ale będę wspierana przez kogośtam jakiegośtam, bo nie za dobrze znam język. Ten ktoś będzie mi pomagał dopóki się nie przyzwyczaję. Mam nadzieję, że nie będzie to aż tak długo...
Dodam zdjęcie mojej nowej szkoły - jak dobrze pójdzie, to już od 24 września...
Nie zaniedbam bloga - przecież nie mogę zapomnieć polaka (jestem za dobra ale założę jeszcze dwa blogi: jeden na twórczość typu wiersze, anegdoty, piosenki, szkolne sytuacje, jakieś miliard opowiadań, sny i pamiętnik, a drugi specjalnie na życie w Maidenhead - nie martwcie się, poradzicie sobie bez tłumacza

Pozdro
Underworld

PS.: 15 września pod moją starą i koffaną szkołą jest Piknik Rodzinny - jak skitrasicie podrobioną legitymację, to zapraszam!

U.
 

 
Księga 2.
Rozdział 1: Życie
Moje ciało lewituje. Nie jest rzeczywiste.
Nie jestem pewna, czy żyję. Jak przez mgłę pamiętam krzyk "To szaleństwo!"...
Próbowałam przywołać wspomnienie Damona, jego głosu, oczu, twarzy... Nic z tego. To straszne.
Oczami Damona
Angel żyje. Jej twarz jest jednak wciąż taka blada... Nie wiem, kiedy ani czy się obudzi. Otuchy dodaje mi ledwie słyszalny odgłos bicia jej serca.
Chciałbym móc stracić poczucie czasu i uświadomić sobie o nim, dopiero gdy Angel się obudzi. Niestety, będąc tym, kim jestem, każda sekunda, każdy jej ułamek daje o sobie znać. Czuję się tak, jakbym był rozrywany na strzępy. Angel, Angel, Angel. Każda komórka mojego ciała potrzebuje jej do istnienia.
Oczami Angel
Przeżyłam. Przezwyciężyłam nicość.
Z chwilą przebudzenia poczułam, że niewidzialny sztylet wbija mi się w gardło. Byłam głodna jak nigdy.
Nie byłam sama. W pokoju byli prawie wszyscy bliscy mi ludzie. Matt i Roxanne siedzieli obok siebie na kanapie, trzymając się za ręce. Will i Kat stali w kącie. On przytulał ją czule, a po jej policzkach cicho spływały łzy. Obok łóżka, na którym leżałam stał mój anioł. Był piękniejszy, niż mi się zdawało.
Mój wzrok spoczął na przyjaciółce. Odgłosy, które wydawało jej serce, brzmiały tak nieziemsko...
Po chwili łapczywie piłam z kubka wypełnionego po brzegi. Nie dbałam o źródło krwi. Dbałam o ilość.
Po chwili Will zabrał Kat. Najwyraźniej uznał, że jestem niebezpieczeństwem. I prawidłowo.
Czas mijał mi głównie na piciu krwi i opowieściach Damona o tym, co się działo, gdy byłam chwilowo nieobecna.
Pewnego dnia spojrzałam w lustro. Od wtedy postanowiłam pić tylko zwierzęcą krew.
Moje tęczówki stały się tak jaskrawoczerwone!
Nie mogłam na siebie patrzeć.
 

 
Rozdział 10: Ryzyko
- To chore. Pytasz mnie, czy chcę, by ktoś, bez kogo nie wyobrażam sobie nawet minuty zginął? - powiedziała Kat. – Oczywiście, że nie.
Odetchnęłam z ulgą. Nie zniosłabym egzekucji kogoś poniekąd bardzo mi bliskiego.
Wyszłam stamtąd tak lekka, jakbym nagle zmieniła się w jedną z chmur, które królowały nad moją głową. Teraz wszystko w życiu wydaje mi się takie proste…
Miesiąc później
Pamiętam, jakby to było wczoraj, że szłam korytarzem, mimowolnie przypatrując się zawieszonym w ozdobnych, srebrnych ramkach zdjęciom. Kilka krajobrazów, jakieś mdłe akwarelki głównie zdjęcia Damona – normalnie tak, jakby on był gwiazdą rocka, a ja jakąś nawiedzoną fanką. Zdaje mi się, że widzę go wszędzie.
Sięgnęłam po tomik jakichś wierszy – nudziłam się tak bardzo, że ograniczyłam bodźce aż do tego stopnia, że nie pamiętam, co to było – i moja głowa zrobiła się nagle ciężka, a moje ciało samo podążyło ku podłodze. Ciekawie wyglądają moje książki w tej pozycji…
***
- Jesteś pewny? Nigdy?
Te słowa, wypowiedziane głosem, który rozpoznałabym nawet leżąc w grobie, zawierały w sobie jednocześnie tyle nadziei i tego uczucia, gdy wiesz, że coś nie zależy od ciebie, ale tracisz wtedy równocześnie coś, czego nic i nikt ci nie zastąpi. Nie miałam nawet zielonego pojęcia, o co chodziło mojemu ukochanemu, ale wiedziałam, że nie jest to miłe czy przyjemne. To coś, czego nikt nie chce doświadczyć.
- Niestety tak. Angel jest jedyną znaną mi wampirzycą, która tak odbiega od reszty. Przykro mi.
Moje powieki zdawały się być ze sobą zespawane. Ja chcę ich zobaczyć!
Nie wiem, co mi jest i nie wiem, czy to przeżyję. Jedno jest pewne: nigdy nie przestanę walczyć. Nie przestanę istnieć.
Tak mijał dzień za dniem, a każda minuta była jak godzina, godzina jak dzień, a dzień jak kolejny tydzień wypełniony tym duszącym poczuciem beznadziejności i osłabienia, które wzięło się znikąd.
Chciałam udowodnić im wszystkim, że to tylko iluzja, że wewnątrz nie jest ze mną źle, ale gdy tylko próbowałam wstać, traciłam przytomność. Pewnego razu coś się zmieniło. Nie miałam już poczucia, że wyjdę z tego cało. Natomiast, gdy czułam, że moje serce zwalnia, miałam tylko jedną prośbę: niech Damon będzie szczęśliwy.
Oczami Damona
Angel była w coraz gorszym stanie. Nie mogłem patrzeć, jak umiera. Jej oczy wygasły, a twarz jakimś cudem jeszcze bardziej pobladła. Starała się na siłę pokazać nam, że wszystko jest w porządku, jednak gdy widziałem ją samą… Nie, nie mogę o tym nawet myśleć. O tym, jak wyglądała na samotną. Jak jej oczy mówiły błagalnie: nie odchodź…
Aby się odgonić od przygnębiających myśli, spojrzałem przez okno. Zielone runo leśne działało na mnie kojąco. Swoją drogą, dawno nie byłem na polowaniu. W szybie widziałem odbicie własnych, czarnych już oczu.
Nie wiem, czemu, ale poszedłem znów do pokoju, gdzie leżała Angel. Nie słyszałem bicia jej serca. Zawołałem Matta. Nagle stałem się inną osobą. Nie czułem już nic. Byłem jak robot – nie miałem uczuć, działałem szybko i sprawnie.
Gdy Matt przybył, wpadł mi do głowy pewien pomysł. To mogło się udać. Angel jest przecież przeciwieństwem normalnego wampira.
Chodzi mi o krew wilkołaków. Jeden z niewielu sposobów, by zabić wampira.
Wiem, że mogę być psychiczny, ale mam fiolkę. Pełną jedynej nadziei, jaka mi została.
Popędziłem do pokoju Angel szybciej, niż myślałem, że potrafię. Gdy Matt zauważył, co mam w dłoni, krzyknął:
- Damon!? Co ty robisz!? Posyłasz ją na pewną śmierć!
Nie dbałem o to. Ważne, że była to ostatnia z możliwych szans. Krew miała ciemnoszmaragdową barwę. Pachniała tak, jak ludzka, ale wiedziałem, że muszę się temu oprzeć. To dla mnie trucizna.
Gdy ostatnia kropla krwi spłynęła do ust Angel, poczułem dziwny niepokój. Czy ona przeżyje? A jeśli… nie?
- To szaleństwo, Damon. Miejmy nadzieję, że stanie się cud i ona przeżyje.
Nie zauważyłem, kiedy weszła Roxanne. Usiadłem na brzegu łóżka, na którym leżała Angel i ukryłem twarz w dłoniach.
Jednak po chwili usłyszałem coś, jakby ledwie słyszalne, rytmiczne uderzenia. Angel żyła.
  • awatar Destinybond ♥: bardzo fajne ;) a tak przy okazji moglabys polubic, bo biore udzial w konkursie i mam tyle samo lajkow co ta druga osoba ;/ bardzo proszę... www.facebook.com/photo.php… z góry dziekuję ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 9: Dylemat
Otworzyłam oczy. Walka dobiegła już końca.
Najwyraźniej długo nie leżałam, bo byłam jeszcze na podłodze. W pokoju obok panowała cicha rozmowa. Rozpoznałam głosy Roxanne, Matta i mojego ukochanego. Rozmawiali wampirzym tempem. Weszłam tam.
- Co jest? - spytałam.
- Dyskutujemy o tym incydencie z Willem. - powiadomiła mnie Roxanne. Miała nieodgadniony wyraz twarzy.
- Chodzi o to, że nie panuje nad sobą bardziej niż przeciętny nowonarodzony. Myślimy więc o jego... uciszeniu.
Czyli... Chcą go zabić, tak? Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Moje myśli podążyły ku Kat. Dziewczyna kompletnie się załamie, jeśli nie ma już tego za sobą. Najlepiej i najrozsądniej będzie, jeśli ona sama podejmie decyzje.
- Powiem o tym Kat. Niech ona zadecyduje - w tym krótkim komunikacie obeznałam ich z moim planem. Wybiegłam i w pięć minut byłam w salonie przyjaciółki.
- Kat... Mam złe nowiny.
Wyglądała strasznie. Miała zapuchnięte powieki, prawdopodobnie od łez. Jej włosy mogłyby zainspirować Picasso na kolejną abstrakcję, ubrana była w szary, pomięty dres i, szczerze mówiąc, brakowało jej tylko kubełka lodów, by wyglądała jak klasyczna postać z amerykańskich romansideł. Tyle, że sprawa, przez którą wylała wiele łez, była o wiele bardziej poważna.
- Tak? - spytała, starając skupić się swoją uwagę na mnie. Jej głos dalej brzmiał płaczliwie, wręcz histerycznie.
- Rozmawialiśmy o Willu. On nie panuje nad sobą o wiele bardziej niż ktokolwiek inny na jego miejscu i... dla Twojego bezpieczeństwa chcieliśmy go... zabić. - przerwałam, obserwując reakcję dziewczyny. Głośno zaczerpnęła tchu - Ale główna decyzja należy do ciebie. To od ciebie zależy jego los. Wiem, że to brzmi trochę... przytłaczająco, ale taka jest prawda. Jedno twoje słowo.
Kat spojrzała na mnie. Jej błękitne oczy były tak niewinne, tak błagające, jak oczy szczenięcia.
Otworzyła usta, by coś powiedzieć i...

Bardzo krótki, no ale cóż... spróbuję dodać dziś finał. Będzie spooory.
PozdrO
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś urodziła się moja siostra <3 zdradzę wam, że nazywa się Tośka i jest najsweet na świecie

Niedługo (dziś) dodam nowy rozdział. po tym będzie finał pierwszej księgi!!! będzie nieźle tylko tyle wam zdradzę
PoZdRo!!!!!!!!!!
 

 
wiem, że dziwi was mój nowy avatar i tło. Postanowiłam, że trochę rozweselę bloga. W końcu Angel nie jest taką znowu mroczną postacią ;-)
No cóż... to w końcu, jak się bawicie na wakacjach?

Ja po prostu COOL*

*cool (ang.) - chłód, zimno (aluzja do wampirów)
 

 
to projekt okładki mojej powieści... Podoba się?
 

 
Rozdział 8: Atak
- Proszę pani, bardzo mi przykro. Proszę się uspokoić.
Kojące słowa aksamitnym głosem podawał przez telefon Damon. Zrozpaczonej rodzinie Willa.
Wiedziałam, że nie powinnam. Ale po prostu nie mogłam. Wpatrywałam się w szybę, za którą Will przeżywał katusze, ze stoickim spokojem. Cóż, może dlatego, że zniszczył mi życie. Ujawniając sekret do ludzkiego świata, złamał nigdzie niepisaną regułę świętego milczenia w tych sprawach.
Damon wypomniał mi moją ognistą naturę i łatwość rozdrażnienia, ale w głębi duszy cieszył się z takiego obrotu sprawy. Sam chciałby się wyżyć na chłopaku za jego przewinienia.
Oficjalnie, z Willa nic już nie zostało. Rozszarpał go niedźwiedź. Gdyby Damon nie znalazł mnie w ataku wściekłości, to wcale nie mijałoby się to z prawdą… Pomimo to nie chciałam go zabić. Kat chybaby mi nie wybaczyła.
Mija już trzeci dzień, odkąd Will przeżywa przemianę. Lada moment dołączy do grona nieumarłych.
- Angel?
Gwałtownie się odwróciłam. Przez swoje zamyślenie nie zauważyłam, że Will podchodzi do mnie.
- Angel, ja chciałem cię przeprosić za tą sprawę z gazetą. Zaraz zadzwonię do redakcji, by wydrukowali sprostowanie.
Hm? Nie tego spodziewałam się po ataku na niego. Przy okazji przyjrzałam się jego odmienionej przez jad twarzy. Jego rysy nie zmieniły się jakoś drastycznie, ale były po wampirzemu piękne. Przez jaskrawoczerwone tęczówki biła niekłamana szczerość. Wykrzywiłam usta w coś na kształt ugodowego uśmiechu, znanego też, jako „zachowałeś się jak świnia, ale ci wybaczam”.
- Spoko. Ehm… Pewnie pali cię w gardle. – wiedziałam, jak to jest. Po przemianie marzyłam tylko o łyku krwi. Moje własne gardło było jak spalone na popiół.
- Prawda.

***

Słyszałam miękkie kroki na mchu. Najwyraźniej Damon wracał już z naszym nowonarodzonym z polowania. Ustaliliśmy, że po solidnym zaspokojeniu pragnienia pozwolimy mu zobaczyć Kat, zapewniając maksimum bezpieczeństwa. Chyba nie chciał skrzywdzić własnej dziewczyny?
Dziewczyna nerwowo podrygiwała obok mnie na kanapie. Patrzyła to na zegar, to na drzwi, które zaraz miały się uchylić.
- Tylko mnie trzymaj, dobra? – upewnił się zaniepokojony Will stłumionym szeptem. Kat nie miała szans go usłyszeć.
Dla bezpieczeństwa przeniosłyśmy się na drugi koniec salonu. Stanęłam obok dziewczyny, gotowa ją bronić do upadłego.
Naszym oczom ukazali się mężczyźni naszych istnień. Powitałam ich nieśmiałym uśmiechem.
I wtedy się działo.
Źrenice Willa rozszerzyły się, a nogi ruszyły ku nam. Zasłoniłam Kat swoim ciałem, z którym chłopak zderzył się jak z głazem. Rozległ się dźwięk podobny do grzmotu, lecz po stokroć głośniejszy rozległ się w pokoju. Rzucił mną w stronę Damona, przez co o mało, co nie straciłam ręki. Poczułam silny ból w ramieniu, ale nie dałam się i spróbowałam obezwładnić przeciwnika. Damon rzucił mi się na pomoc, lecz został skutecznie odepchnięty. Czułam, jak rany w moich udach i przedramionach pulsują. Rzuciłam okiem na Kat, która była w totalnym szoku. Moja podświadomość odebrała jeszcze tylko, że Damon obezwładnia Willa, a moje ciało z hukiem opada na podłogę.
 

 
Siemka! jestem w domku w miejscowości o dziwnej nazwie Ocypel. Dziadkowie poszli na ryby, a ja niańczę psa...
Co porabiacie???
 

 
trzy osoby w jeden dzień... nawet całkiem. co porabiacie??? ja się lenię :-D
 

 
przez pięć dni odwiedziło mnie już 10 osób... hura!
 

 
niechcący sam mi się dodał 5 rozdział...
WAKACJEEEEEEE!!!
Ukochane, cudowne, przepiękne, cudowne i z pewnością niezapomniane.
Nie zapomnę o blogu, bo z moją siostrą Zuzą zwykle siedzimy przy kompie. Przy okazji jej go pokażę...
ŻYCZĘ WSZYSTKIM WSZYSTKIEGO NAJJJ NA WAKACJACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 

 
WOW!!!
byłam tu trzy dni temu. licznik odwiedzin wynosił 103.
wchodzę dziś i jest 121!!!
to sukces jak na takie niszowe historyjki inspirowane comeback'iem wampirów...
DZIĘKI WAM WSZYSTKIM, JESTEŚCIE PO PROSTU COOL!
 

 
witajcie!!!
dawno mnie nie było... zrekompensuję wam to kolejnym rozdziałem. będzie (mam nadzieję) ciekawie...............................
PoZdRo
 

 
Rozdziały mam opisane już do 7. w drugiej księdze. Będzie ich trzy (nie pamiętam, czy wspominałam, a jestem zbyt leniwa, by zjechać myszką w dół :-P)
PoZdRo.!
Underworld
 

 
Rozdział 7: Furia
Nagle Kat padła na ziemię. Pomimo, iż Will stał bliżej niej, ja byłam przy niej pierwsza. Jej twarz niezdrowo pobladła. Natychmiast wzięłam ją na ręce i puściłam się biegiem. Po chwili byłyśmy w jej pokoju na Ruby Street. Położyłam ją na kanapie i usiadłam na brzegu. Po pięciu minutach wpadł Will.
- Czy ona... – spytał, patrząc na wciąż chorobliwie bladą Kat. Odpowiedziałam mu, zadając pytanie czysto retoryczne:
- Spokojnie, żyje. Myślisz, że jeżeli byłoby inaczej, siedziałabym tu tak bezczynnie?
Prychnął i usiadł w jednym z foteli z gatunku tych, w których człowiek się rozkosznie zapada i nie ma najmniejszej ochoty się ruszać. Po chwili dziewczyna otworzyła oczy.
- Nie wiem, czy to była jawa, czy sen, ale... – odezwała się, ale przerwałam jej w połowie zdania:
- To była rzeczywistość, Kat. To wszystko zdarzyło się naprawdę.
- Ja... Wiem o tym od dawna. – przyznała, nie wiadomo czemu z pewną dozą smutku. – Ja... Miewałam coś na kształt snów proroczych.
W jej umyśle zjawił się dziwny obraz: byłam to ja. Nie byłam jednak opanowana i sceptyczna jak zawsze w towarzystwie ludzi. Byłam w lesie i, na tle zmasakrowanego auta, z dzikim wyrazem atakowałam pumę...
- Myślałam, że zwariowałam. Że naczytałam się za dużo horrorów przed snem, czy coś w tym rodzaju. Widocznie nie da się oszukać przeznaczenia. – kontynuowała swój wywód, kończąc go z lekkim uśmiechem.
- Angel... Mam pytanie. – odezwał się dotąd milczący Will. – Czy ty... No wiesz...
- Nie. Nie... żywię się ludźmi. – zaoponowałam.
Wyraźnie odetchnęli. Kat powoli nabierała rumieńców i normalnego, brzoskwiniowego odcienia skóry. Zaczęli się na powrót rozluźniać w moim towarzystwie.
- Muszę wam opowiedzieć o sobie. Mam niecałe sto lat, aktualnie koło 76. – zaczęłam, dosyć nieostrożnie dobierając słowa. – Urodziłam się w 1943 roku w Kastelle. Dziś to małe Castle Dale na granicy stanu Waszyngton. Moi rodzice... zostali zamordowani, gdy miałam siedemnaście lat. Tamtego wieczoru zostałam przemieniona. Zrobił to Damon, choć zupełnie nieświadomie. Myślał, że mnie zabił.
- Damon Waverley? Ten sam, który chodzi z nami do klasy? – upewniła się Kat.
- Tak. Trafiłaś w sedno. – odpowiedziałam, po czym rozpoczęłam na nowo swą opowieść. – Gdy stałam się tym, kim jestem po dziś dzień, przysięgłam sobie, że nigdy nie będę potworem. Nigdy nie zabiję nikogo. Przez te wszystkie dni żyłam jak każdy. Z tą jedną różnicą, że było mi trudniej tak po prostu współżyć z ludźmi, no i przede wszystkim nie dla mnie jest tradycyjny sposób odżywiania. Dla przykładu to, że siedzę sobie swobodnie obok Kat, nie oznacza, że nie jest mi ciężko. Kiedyś walczyłam ze sobą bezustannie, dziś jest mi znacznie łatwiej. Inaczej jest z Damonem. Postanowił sobie, że byłam ostatnią osobą, którą tak po prostu zabił. Po nocach chodził po oddziałach dla umierających i dawał szansę, która miała trwać już na wieczność. Chyba rozumiecie, o czym mówię. To dlatego jego oczy mają taki niesamowity odcień burgunda.
- Zauważyłem, że wampiry są niesamowicie szybkie. – wtrącił Will.
- To prawda. Jedynie wilkołaki są szybsze od nas. – przytaknęłam. – Jesteśmy także silni. Przykładowo, mogę unieść bez najmniejszego wysiłku kanapę, na której razem z Kat siedzimy. Poza tym widzieliście, jak wyłamałam drzwiczki szczątek mojego auta. Nasza skóra jest twarda i wręcz niezniszczalna. W dodatku... To trzeba zobaczyć. – tknięta nagłym impulsem podbiegłam do starannie zasuniętych rolet i zwinęłam jedną. Pokój wypełnił się blaskiem tysiąca iskier, jakby zbłąkanych promieni świetlnych odbijających się od drogocennych kryształów.
- Łał... – oboje westchnęli z zafascynowaniem w oczach. Po chwili zasłoniłam okna na nowo.
- Dlatego nie wychodzę w słoneczne dni. – odparłam. – Muszę iść. – stwierdziłam, patrząc na zegar. Wskazówki ukazywały światu godzinę 23:11.
- Cześć. Do zobaczenia w szkole! – usłyszałam za sobą głos przyjaciółki.

2 tygodnie później

- Nie wierzę! Po prostu nie wierzę! – krzyknęłam, czytając dzisiejszy numer miejscowego „Times”.
Na tropie wampira!
Od informatora dowiedzieliśmy się, że w Thay mieszkają potwory z piekła rodem! Czy wilkołaki, wampiry czy czarownice to tylko wymysł ludzkiej wyobraźni, czy prawdziwi ludzie z krwi i kości?
Przypuszczamy, że opcja nr 2 jest jak najbardziej na miejscu. Znamy nazwiska dwójki nastoletnich monstrów! 17-letnia ANGELIKA DE SOUZA i jej rówieśnik DAMON WAVERLEY są uznani za krwiopijców. Ich historia jest nieznana w całym miasteczku i możliwe, że urodzeni są w innym wieku...
O niewinności tej dwójki może zadecydować tylko czas. Specjalnie dla państwa David Cooperfield.
Kat nie mogłaby mi tego zrobić! Nie potrafiłaby!
Ale jest jeszcze Will... Popędziłam do jego domu na Main Street.
- Will... Coś ty zrobił! – krzyknęłam, gdy wpadłam przez okno.
- Jeśli chodzi o dzisiejszego „Times”... Wszyscy poznają niesamowitych przedstawicieli innego świata... – powiedział z bezczelnym uśmieszkiem.
Wtedy nie wytrzymałam. Rzuciłam mu się do gardła.
 

 
Postaram się dziś dodać nowy rozdział. Będzie ciekawie i ciutek tragicznie. Mam nadzieję, że się spodoba.
 

 
Już mam z grubsza opisany każdy następny rozdział do 10. w czymś w rodzaju streszczenia. Będzie dramatycznie. Teraz tylko to przelać w słowa...
Książka (tak, chcę to kiedyś wydać na papierze) będzie się składała z trzech części, które nazwę księgami. Dodatkowo produkcja serialu opartego na mojej powieści trwa i mam nadzieję, że przed wakacjami wydam choć jeden odcinek...
Pozdro i 3majcie się!
Underworld
 

 
Rozdział 6: Tajemnica
Kolejny dzień.
Czemu ja jeszcze żyję?
Po wyjątkowo długiej nocy wypełnionej myślami o kimś, o kim mam zapomnieć wolałabym wręcz pójść do szkoły. Wsiadłam do auta i włożyłam kluczyki do stacyjki. Po chwili pędziłam w szaleńczym tempie po drodze ekspresowej do szkoły. Wskazówka licznika nieubłaganie wskazywała coraz to większe prędkości. 180, 190... 210... 249...
I tak szybciej byłabym na piechotę, lecz wolę nie wzbudzać absolutnie niczyich podejrzeń tym, że przebyłam blisko pięć kilometrów dziesięć minut przed dzwonkiem. Wlokłam więc się – tak, wlokłam, bo tempo dwustu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę było dla mnie ślimacze...
Pod szkołą spotkałam Kat. Kat była pozytywnie nastawioną do życia intelektualistką. Poznałam ją tego pamiętnego, pierwszego dnia w Thay High School. Jej błękitne – niedomówieniem byłoby nazwać je niebieskimi – oczy patrzyły na świat może nie przez optymistycznie różowe, ale okulary. Usta ukazywały w uśmiechu rząd równych, śnieżnobiałych zębów. Pomimo iż była wysoka i całkiem ładna, muszę przyznać, że gdy zauważyłam nasze odbicie w pobliskiej szybie, wyglądała przy mnie jak szara myszka.
- Czemu nie było cię w piątek? Czułam się taka samotna przez te trzy lekcje, na których z tobą siedzę... – spytała na wpół ironicznie. Miała niebywałe poczucie humoru.
- Em... E... – nie wiedziałam, czym mam się wymigać. Na moje szczęście zdarzył się cud i zadzwonił dzwonek. Na pierwszej lekcji, czyli historii, siedziałam razem z Damonem. – Powiem ci potem. Do zobaczenia na angielskim!
Po chwili opadłam na krzesło z miną ułaskawionego skazańca. Damon popatrzył tylko i omal nie wybuchnął śmiechem. Wszystko to go najwyraźniej bawiło.
Lekcje jak lekcje. Znałam je na pamięć, przerabiałam setki razy. Na lunchu Kat zadała mi ponownie swoje pytanie, poważnie oczekując odpowiedzi. Wymigałam się wizytą u lekarza, czy jakoś tak. Nie miałam głowy do tłumaczenia się. Do naszego stolika dosiadł się Will O’Hara – chłopak, za którym wzdycha większość serc w Thay. Jego własne już od gimnazjum należy do Kat, choć oficjalnie tego nie zadeklarował.
Damon objął mnie ramieniem. Z myśli mojej nowej przyjaciółki wyłapałam tylko pytanie „to oni już tak na poważnie?”. Will nie poszedł w ślady mojego szkarłatnookiego anioła. Był on nieśmiały i choć pozornie rozluźniony, w jego wnętrzu panowała rozterka. Cóż, przynajmniej Kat tego nie widzi, a co oczy nie widzą to serce nie boli...
Po pożegnaniu i solennej obietnicy odwiedzenia Damona tak szybko, jak tylko się da, ruszyłam znów moim ukochanym, wysłużonym New Beetle’em. Jechałam podobnie jak rano. Na trasie było tak pusto, a pokusa była tak wielka...
Zbliżałam się do zakrętu, gdy przed oczami stanęła mi twarz osoby, o której chciałam zapomnieć. Ręce odmówiły posłuszeństwa i puściły kierownicę, a wzrok łapczywie chłonął szczegóły. Nagle poczułam, jak przód auta zostaje zgnieciony na miazgę, podobnie jak i boki. W co ja znowu wjechałam?
Bez przeszkody zauważyłam kilka głazów. Na jednym z nich widniały resztki mojego kochanego volkswagena... Po chwili usłyszałam zszokowany krzyk. Głos był dziwnie znajomy. Jedną dłonią pchnęłam w resztki pozostałe z drzwi po moim aucie i uświadomiłam sobie, że zwykły człowiek nie rozłamałby w pół leżących właśnie na ściółce leśnej drzwiczek. Zwykły człowiek by tego nie przeżył!
Usłyszałam czyjś przyspieszony oddech. Pomyłka, dwa oddechy. Odwróciłam się i to z kolei ja doznałam szoku. Stała za mną... Kat! Tuż u jej boku znalazł się Will. Uch, czemu akurat ona znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze!?
- Kat, spokojnie. Ja żyję. Oddychaj! – nakazałam jej, przejęta troską o nienaturalnie wydajne bicie jej serca i zadyszany oddech. Posłusznie, choć z obawą wykonała to.
- To... To niemożliwe! Ty nie mogłaś przeżyć! Nikt by tego nie przeżył! – wykrzyknęła, jakby w obłędzie.
- Niemożliwe dla kogoś takiego, jak Will czy ty, Kat. Nie jestem tym, kim myślisz. – odparłam ostrożnie. – To, co teraz wam powiem, wpłynie na waszą przyszłość. Od tego zależy wasze życie! – wręcz wrzasnęłam.
- To kim ty jesteś?...
- Jestem... Jestem... Jestem...
Z punktu widzenia postronnego słuchacza zacięłam się jak mocno zarysowana płyta.
- Jestem wampirem.
- To niemożliwe. – powtórzyła szeptem Kat. Jednak nie było w tym żadnego przekonania.
  • awatar nowa<3: genialny:) zapowiada się coraz fajniej:) czekam na nexa:) oby jak najszybciej:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W związku z dodaniem 5 rozdziału dodam fotkę Belli:
 

 
Hej wszystkim!
W związku z tym, że zawiązała się już mała grupka moich Czytelników (dzięki, The Rose Vampire i nova<3!) postanowiłam zrobić coś, z czym nosiłam się od dawna: ZROBIĆ FILM!!!
Na podstawie powieści, którą tu piszę. Konto na Youtube: http://www.youtube.com/HopeToDark
Tam dodam każdy rozdział w formie filmu. Film będzie stworzony w grze The Sims 2. Na szczęście mam wszystkie dodatki i pakiety.

Zapraszam na film za jakieś trzy tygodnie!!!
 

 
Dziś czas na zdjęcie Damona:
 

 
Rozdział 5: W ukryciu
Trzymaliśmy się za ręce. Ostatnio robię się mało spostrzegawcza. Nie zauważyłam miłości swego życia! Moje oczy zapłonęły pożądaniem. Pożądaniem jego miłości, uczuć i uwagi. Miałam to wszystko.
- Nie martwcie się. Ja... Też go kocham. Nie potrafię wytrzymać ani sekundy bez niego.
W ich umysłach zapanowała harmonia. Nareszcie! Wtuliłam się w Damona bez wahania. Zdziwił się, nienawykły do kontaktów cielesnych, ale przygarnął do siebie do miejsca, w którym znajdowało się jego serce. Moje własne zatrzepotało niczym motyle skrzydła. Uśmiechnął się lekko.
- Chciałbym wiedzieć, co się dzieje w twojej głowie.
- To nazywa się być mentalną niemową... - skrzywiłam się z udawaną ironią - Myślę o tym, że jestem bezgranicznie w tobie zakochana.
- Szczera do bólu, jak zawsze.
Nie przerwałam jednak ciszy. Dopasowałam się do jego ciała tak, jakbyśmy byli sąsiednimi kawałkami układanki. Kątem oka zauważyłam, że jesteśmy sami. Pomyśleć można, że nie tylko ja czytam tu w myślach.
- Kocham cię.
Moje usta zapragnęły powiedzieć to wprost. Bez owijania w bawełnę.
- Każde doznanie, każde uczucie, każde wydarzenie, które przeżyłem, nie ma prawa równać się z tym, co czuję do ciebie teraz. - przyznał. Piękno jego głosu wręcz poraziło me uszy. Anielskie oczy patrzyły na mnie z uwielbieniem.
- Nie wiem, czy jestem dla ciebie dostatecznie... - zabrakło mi słów. - Dostatecznie wszystko: ładna, inteligentna...
- Nie jesteś ot tak po prostu ładna. - podeszliśmy do lustra. Zwykle w swojej twarzy szukałam tylko wad. Teraz widziałam same zalety. Moja skóra o odcieniu pergaminu lśniła lekko w świetle dochodzącym zza chmur. Złote oczy porażały magnetyzmem, a burza ciemnych loków spływała aż za łopatki. Pełne usta koloru rubinu niepewnie unosiły kąciki w nieśmiałym uśmiechu. Niewątpliwie miałam choć zadatki na tytuł ładnej.
Damon myślał, jak mnie przekonać, że nikt nie jest piękniejszy niż ja.
- Nie ma mowy. - powiedziałam bez ogródek.
- I tak cię kocham. - pocałował mnie lekko. Jęknęłam.
- Masochista. - mruknęłam. Zaśmiał się cicho. Wtulona w niego egoistycznie pragnęłam go. Pasowaliśmy do siebie niczym sąsiednie kawałki układanki. Przez niecałe stulecie nie potrafiłam znaleźć miłości. Gdy ją dostałam, marzyłam o niej, wciąż więcej... Był kolejną dawką mojej heroiny. Moim powietrzem.
- Damon...
- Tak? - spytał, wyrwany z zamyślenia.
- Nie zasługuję na ciebie. - powiedziałam.
- Ja również.
- Gadasz głupoty. - prychnęłam.
- Sama zaczęłaś.
- A idź mi. - mruknęłam.
Do pokoju wpadła Roxanne. Jej nieobecny wzrok i zdezorientowana mina sprawiła, że pobladłam. W jej głowie brzmiało tylko jedno: to niemożliwe...
- Roxanne! Rox, co jest!? - podbiegłam do niej, wyrywając się z objęć Damona.
- To niemożliwe... To niemożliwe...
Zajrzałam w jej umysł. Domyślając się prawdy, sama dała mi odpowiedź.
"To koniec, Angel. Na dole stoi dziewczyna, która podobno jest... Sama zobacz.".
W ułamek sekundy znalazłam się na dole. Stała tam dziewczyna mniej więcej w moim wieku. Jej jasne, długie włosy harmonizowały z odcieniem kości słoniowej jej skóry. Pełne, różowawe usta drżały teraz z podniecenia. Jej oczy nie raziły szkarłatem, ani nie magnetyzowały złotem. Były dziwną mieszaniną tych barw.
- Angel...?
Nie byłam w stanie nic wykrztusić. W mgnieniu oka znalazłam się na dole. Stała tuż przede mną.
- Kim jesteś?
- To długa historia. Opowiem ci ją, ale... Wolałabym na osobności.
- Jasne.
Wyszłyśmy na chłodne powietrze, fo lasu. Usiadłyśmy na konarze jakiegoś drzewa.
- Z ludzkiego życia nie pamiętam absolutnie nic. Szukałam jednak przez tyle lat...
Znalazłam. Archiwum w małym Kastelle, dzisiejszym Castle Dale.
Zadrżałam. W Kastelle spędziłam czas od własnych narodzin do dnia morderstwa moich rodziców.
- Znalazłam coś na swój temat. Własny akt urodzenia, twój... I własny nekrolog. Co więcej, znalazłam też pozytywnie rozpatrzone podanie do ośrodka psychiatrycznego. Data przyjęcia jest taka sama, jak data mojego... Zgonu. Nazywam się Isabella de Souza.
- A... Ale ja nie mam siostry! Nie mam już nikogo! To niemożliwe!
- Możliwe. Na dowód mam tu to.
Podała mi kawałek papieru. Było to czarno-biała fotografia. Widniały tam trzy osoby. Moi rodzice... I ona. Bella. Z tyłu rozpoznałam kształtne pismo mojej mamy. Podpisała je "Ja, Edmund i nasz największy skarb, Bell. 1934r."
- Dlaczego... Dlaczego oddali cię do szpitala psychiatrycznego!? Jak oni mogli!? - po moim policzku spłynęła samotna kropla jadu. Czułam się, jakby ktoś dał mi w twarz. Poczułam się zdradzona. Mieli mnie dlatego, bo ich pierwsze dziecko oddali dobrowolnie do psychiatryka!
- Cóż... Miewam wizje.
W jej myślach było tyle bólu, choć na twarzy królowała maska opanowania. Otarła mi delikatnie kroplę.
- Jad? Naprawdę jesteś nietypowa.
- Przestań być taka opanowana. To denerwujące.
- Co? Nie wiem, o co ci chodzi.
- Tylko udajesz opanowaną.
- Nie...
- Słyszę twoje myśli. Nie wmówisz mi, że jest inaczej.
- O matko...
Nagle ogarnęły ją niewytłumaczalne wyrzuty sumienia. Ona... Nie. Nie mogła tego zrobić! Ona. Zabiła... Moich rodziców.
Miałam ochotę skoczyć jej do gardła. Cała aż się trzęsłam. Na jej szczęście Damon zaniepokojony długą nieobecnością nas dwóch przybiegł i zdążył mnie w porę powstrzymać. Obnażyłam zęby. Zza nich wydobył się zduszony charkot wymieszany z krzykiem rozpaczy.
- Ta... Ta suka zabiła moich rodziców! Naszych rodziców!
Niespodziewanie chęć mordu przeszła w spazmatyczny szloch. Damon przytulił mnie do siebie, gładząc jednocześnie po włosach.
- Ci... Już dobrze. - zza łez zauważyłam, że posłał Belli spojrzenie, które powinno zabić ją na miejscu.
- Byłam nowonarodzona! Jedyne, czego chciałam, to zemsty! Wsadzili mnie do psychiatryka!
- Zamknij się! Byli dla mnie wszystkim! - wyrwałam się z kojących objęć mojego anioła. Odruchowo przyciągnęłam ręce do siebie. Czułam się rozrywana od środka. Nie wiem, jak i kiedy, straciłam przytomność.
- Obudzi się za 34 sekundy. Nie wykluczam, że już nas słyszy. - głos, którego tak nienawidziłam, osoba, która obróciła mój świat w ruinę, była tuż obok. Gdybym tylko mogła choć otworzyć oczy...
Moje pragnienie szybko nabrało kształtów. Zatroskane oblicze mojego anioła przesłoniło cały mój świat, a gdybym nie utonęła w jego oczach, nie zapomniałabym o priorytetach.
- Już dobrze... - powiedział, po czym lekko pogłaskał mnie po policzku. Zerknęłam za niego - równie zatroskani Roxanne i Matt, a na uboczu Bella. Patrzyła na mnie przepraszająco. Nagle jej dłonie zacisnęły się w pięści, a wzrok był taki... Pusty. Patrząc w jej myśli, nie widziałam jednak nic.
- Bella? Bella!
Zerwałam się jak oparzona. Ona powoli odzyskiwała świadomość.
- Darujesz mi życie. - odetchnęła, lecz z lękiem dodała: - Mam taką nadzieję.
- Rzeczywiście, mam ochotę rozerwać cię na kawałki. Zniszczyłaś mi życie, poniekąd stałam się tym, kim jestem przez ciebie i teraz zemdlałam.
- Nie chcę cię martwić, ale gdy patrzę w przyszłość, nie widzę ciebie, tylko w ogóle nic. Wszystko znika.
- Nieważne. Pomożesz mi wstać? - zwróciłam się do Damona. Chciałam jak najszybciej znaleźć się we własnym domu, choć ten i tak budził zbyt wiele wspomnień.
- Oczywiście.
Pewnie nawet pozwoliłby mi pójść, gdybym się nie zachwiała. Błyskawicznie mnie złapał i uchronił przed upadkiem.
- Chcesz iść do domu? - spytał troskliwie.
Spacerując po ściółce leśnej, patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Trzymał mnie za rękę. Byliśmy sami. Nareszcie sami.
Gdybym mogła, nie odrywałabym ust od jego warg przez całą wieczność. Lekko zaróżowione niebo dawało początek zachodowi słońca. Odkąd zamieszkałam w Thay, tyle się wydarzyło...
Odepchnął mnie od siebie lekko, czegoś wypatrując. Za nami stała Bella. Z uwagi na wrażliwość innych nie powtórzę tego, co pomyślał na jej widok.
- Czego od nas chcesz? - spytał chłodno, głosem wypranym z emocji.
- Chciałabym... Chciała...
- Prosić o wybaczenie? Śmiało, w końcu tylko zniszczyłaś mi życie. Nic wielkiego.
Ton mojego głosu idealnie harmonizował z wyrazem spojrzenia. Gdyby możnaby było zabijać wzrokiem, z Bell zostałaby tylko kupka popiołu.
- Żegnaj... - po czym oddaliła się wgłąb lasu. W tej chwili nie chciałam jej widzieć.
Już w domu, z braku lepszego zajęcia wzięłam tom Romea i Julii. Był strasznie zaczytany.
Gdy doszłam do momentu, gdzie Romeo płacze nad ciałem Julii, gdy u mych drzwi zadzwonił dzwonek.
Za drzwiami była Bella.
Trudno było mi po prostu zamknąć jej drzwi przed nosem. Bursztynowo-szkarłatne oczy patrzyły na mnie błagalnie.
- Angel, ja...
- Daruj sobie. - ku mojemu zaskoczeniu głos miałam dalej chłodny.
- Angel, ja chciałabym mieć tylko pewność.
O jaką pewność jej chodzi?
- Że przeżyjesz. Nie zabijesz się, czy jakoś tak. Że jeszcze jutro znajdę cię tutaj, pełną życia. Chciałabym, żeby było tak, jakbyśmy się nigdy nie poznały.
Zaniemówiłam. Nie jestem szalona! Chociaż inna z pewnością.
- Nigdy więcej nie próbowałabym popełnić samobójstwa!
Pożałowałam tych słów.
- Nigdy więcej? Więc... Próbowałaś?
Opowiedziałam jej swoją historię, po czym oparłam się o framugę drzwi, patrząc na Bellę pytająco. Stałyśmy tak w niezręcznej ciszy. Zaczęłam przyglądać się lampom ulicznym.
- Więc to tak poznałaś Damona. - odezwała się wreszcie.
- Tak. Jesteś głodna. - zmieniłam temat. Jej oczy były czarne.
- Prawda. Przy tobie trudno się opanować. Muszę iść. - spojrzała na niebo. O dziwo, księżyc wisiał już wysoko. Bez słowa pożegnania puściła się biegiem.
- Żegnaj, Bello. - szepnęłam.
Za parę godzin idę do szkoły. Ten weekend szybko zleciał. W końcu tylko odkryłam, że kocham Damona, no i poznałam...
Ugryzłam się w język. Nikogo nie poznałam. Z nikim nie rozmawiałam. Nikt nie uświadomił, że zniszczył mi życie.
Nikt, nikt, nikt.
Czy życie nie mogłoby być prostsze?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Skoro dawno już nie pisałam, wkleję zdjęcie Angel:
 

 
Rozdział 4: Nieudolność
- Usłyszałaś moje myśli!? Ta anomalia mnie wykończy... To, w takim wypadku, o czym myślałem? - spytał zaciekawiony, ale i poirytowany.
- O swojej przeszłości. Tęsknisz za rodzicami, chociaż nawet ich nie pamiętasz.
- No pięknie. Umiesz czytać w myślach, w twoich żyłach nadal płynie krew, pomimo, że minęło już parę dekad, a w dodatku tylko Bóg wie, czy nie masz czegoś jeszcze! - powiedział. Zajrzałam w jego umysł (sama nie wiem, kiedy) i uśmiechnęłam się. Był ze mnie dumny! Oczywiście zaraz domyślił się, co zrobiłam.
- Wyjdź z mojej głowy! - powiedział z lekkim poirytowaniem.
- Ja nie wiem, jak ja to robię.
Przerwało nam pukanie do zamkniętych dotąd drzwi.
- Nie przeszkadzam? - spytał melodyjny głos. Roxanne.
- Nie. - odpowiedziałam. - Właśnie odkryliśmy kolejną paranormalną umiejętność.
Zbiłam ją z pantałyku. W jej głowie było tyle różnych myśli!
- Umie czytać w myślach. - odparł Damon, zapobiegając kolejnej lawinie zdezorientowania w jej głowie. Odetchnęłam.
- Nawet nie wiesz, jak mnie to męczy.
- Nie chciałabym. - przyznała. Zapadła niezręczna cisza. Nie chciałam znać myśli ani Damona, ani Roxanne. Mimo to nie potrafiłam. Byłam dla nich niewiadomą. To wszystko w ciągu jednego dnia! Mylę się. To, co narastało w Damonie trwało kilka długich dekad. Z przepraszającym uśmiechem wyszłam z pokoju. Wpadłam na Matta. Wybiegłam ze wstydem z ich posiadłości. Za chwilę siedziałam na kanapie we własnym salonie. Tępym wzrokiem wpatrywałam się w przestrzeń. Czemu to akurat ze mną jest coś nie tak? Czy gdybym nie pobiegła wtedy do lasu, wszystko potoczyłoby się inaczej? Nie wiem. Jednak nie przysporzyłabym tylu kłopotów. Kłopotów o własne bezpieczeństwo.
Nie jestem tego warta.
Ludziom łatwo o śmierć. Wystarczy wziąć kilka tabletek albo rzucić się z klifu. Najgorsze jest to, że nie wiem, jak się zabić. Przebicie serca osikowym kołkiem chyba nie wchodzi w grę...
Spojrzałam na zegarek. Był kwadrans po trzeciej. Jeszcze parę jakże krótkich w porównaniu do wieczności godzin i znów sprawię kłopot Damonowi. Mam nadzieję, że nie rzuci się na mnie w klasie pełnej uczniów. Wzdrygnęłam się.
Muszę pokazać, że nie jestem człowiekiem. Rozbić samochód o ścianę? Polować na przechodniów? Wyjść na słońce? Zaatakować kogoś przypadkowego i przemienić go? Może... Po prostu poproszę Damona.
- Damon! - zawołałam. Po krótkkej chwili byłam w jego pokoju. Siedział na sofie, patrząc tępo w nicość. Moja poza sprzed kilku minut.
Spojrzał na mnie, zbity z tropu. Jego umysł aż huczał od niezliczonych pytań.
- Mam propozycję. Chciałabym ci ulżyć.
- Nie mam najbledszego pojęcia, o czym mówisz. - odparł. Był szczery. W jego głowie brzmiało tylko jedno pytanie: o co jej chodzi?
- Zabij mnie. Wolę umrzeć, niż patrzeć na ból w twoich oczach.
Był zszokowany. W jego głowie nie było absolutnie nic. Ta cisza brzmiała niepokojąco.
- Mam cię zabić teraz, by... Nie zabić przy świadkach?
Skinęłam głową.
- To chore! Nie chcę cię zabijać w ogóle! - wybuchł. Spodziewałam się takiej reakcji. Przyjęłam to ze stoickim spokojem.
- Wiem. I tak zrobię wszystko, by zginąć z twoich rąk. Jestem uparta, ale też cierpliwa. Obiecuję, że następnym razem, gdy mnie zobaczysz, będziesz pragnął tylko mojego zgonu.
- Angeliko Olivio de Souza - wymówił starannie moje imię, gładząc mnie pieszczotliwie po policzku. - Angel, nie zniósłbym myśli, że pomogłem zejść ci z tego świata. Wiesz, jak bardzo cierpiałem, gdy cię... Prawie zabiłem. Teraz zadajesz mi jeszcze większy ból, prosząc o coś takiego.
- Damon, ty naprawdę nie rozumiesz!? Nie jestem warta takiego poświęcenia z twojej strony! Nie jestem warta samej twojej obecności! Nie jestem warta tego życia! - wykrzyczałam. Pobiegłam do lasu. Swoją drogą to dziwne: czemu zawsze w lesie znajdowałam ukojenie?
Oczy mnie piekły, jakbym miała się rozpłakać. Więc tak sie po wampirzemu płacze. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Łza? Otarłam ją wierzchem dłoni. Kropla miała ciemny odcień, nieco jak topaz. Jad.
Wtem wpadł mi do głowy plan doskonały. Jestem wampirem, tak? Więc gdybym... Gdybym chciała wyssać z siebie krew, jad unieruchomiłby mnie, zanim zdążyłabym się rozmyślić. To chore. W moim wypadku wręcz doskonałe. Musi się udać.
Spojrzałam na swój nadgarstek. Nie wyglądał apetycznie. No cóż...
O nie. Słyszę myśli Damona. "Nie rób tego, cokolwiek masz w głowie!". Aż zaśmiałam się z jego bezradności. Na przekór mu uniosłam nadgarstek do ust, aż dotykały się wzajemnie.Otworzyłam je i zacisnęłam na ledwie widocznej niebieskiej linii.
W tym momencie pożałowałam, że poprzestałam na zwierzętach. Moje podrażnione gardło pragnęło wciąż więcej i więcej...
Koniec. Nie ma więcej krwi, Damon nie cierpi. Proste i logiczne.
Czułam tylko, jak energia ze mnie uchodzi, a ciało jest takie puste. Gdy nadszedł koniec, zapadałam powoli w nicość.
- Angel!
Damon. Dotknął mnie. Nic. Nie mogłam się ruszyć sparaliżowana bólem, który pojawił się znikąd. Okrzyk rozpaczy poraził moje uszy. Poczułam tylko, jak uniósł moją dłoń i dotknął lekko rany. Kiedy już umrę, on nie zdoła się pozbierać. Muszę oprzeć się nicości. Nie mogę ot tak się poddać!
Zacisnęłam dłonie w pięści i otworzyłam oczy. Zabolało, ale zignorowałam to. Robiłam to w końcu dla niego. Zauważyłam jego zszokowaną minę.
- To dla ciebie. - wyszeptałam. Podniosłam się, ale opadłam z cichym krzykiem. Ból wzmagał się. Leżałam jak martwa. Bezceremonialnie Damon wziął mnie na ręce i pobiegł. Co on chce ze mną zrobić!? Moje pytanie zaczeka. Spadam na dno.

Jakiś czas później

Jestem. Udało się. Żyję!
- Damon...?
Z trudem otworzyłam powieki. Wszystko wirowało. Damon patrzył na mnie z niepokojem, ale w jego oczach widziałam ulgę.
- Angel... Jak mogłaś mi... To znaczy sobie coś takiego zrobić!?
Nie miałam siły odpowiedzieć. Nadal byłam taka pusta. Jakby spuścić ze mnie powietrze. Podniosłam się na łokciu i z ciekawością, ale jednocześnie trudem rozejrzałam się po pokoju. Za Damonem stali z zatroskanymi minami Roxanne i Matt. W umysłach całej trójki szalał niepokój. Odruchowo przytknęłam dłonie do skroni i opadłam z cichym jękiem.
- O matko... Nic nie pamiętam.
Chciałam nie pamiętać. W końcu byłam tak sparaliżowana bólem...
- W wielkim skrócie: próbowałaś się zabić, by Damon nie cierpiał. - powiedział Matt. Nigdy nie zwracałam uwagi na to, jak wyglądają współlokatorzy Damona. Matt wyglądał na góra dwadzieścia lat, był dość postawny i miał około metra dziewięćdziesięciu wzrostu. Jego włosy w artystycznym nieładzie były ciemne. Żaden oszałamiający kolor. Oczy miał koloru burgunda. Wyglądał pięknie, jak jakiś zapomniany grecki bóg. Roxanne też nie mogła wtopić się w tłum. Wyglądała na szesnaście lat, była raczej drobna i jej wzrost był zaledwie metrem i sześćdziesięcioma pięcioma centymetrami. Rysy jej twarzy były nieskazitelne. Nawet anielica nie powstydziłaby się takiej twarzy. Włosy barwy miodu aureolą okalały wiecznie młodą twarz. Tęczówki koloru rubinu dodawały jej powagi i nieco grozy. Trudno w to uwierzyć, ale Damon był jeszcze piękniejszy niż oni. Cała ta analiza zajęła mi kilka sekund.
Jakie było pytanie? A, no tak.
- Tak. - szepnęłam cicho. Nagle znalazłam w sobie siłę. - Myślicie, że jestem chora psychicznie. Co niby miałam zrobić!? Patrzeć, jak Damon cierpi? To dopiero byłoby chore!
Zapadła cisza.
- Myślałaś chociaż o tym, że Damon zrobiłby to samo? My jesteśmy jak rodzina. - dodatkowy zaimek nie uszedł mojej uwadze. Słowa Roxanne były takie... Chłodne. Czysty lód.
- Czemu jeszcze żyję? - spytałam, nie chcąc ranić ani siebie, ani ich.
- W twoich żyłach płynie teraz krew innych ludzi. - odparł Damon z lekkim zażenowaniem. Dopiero teraz zauważyłam igłę w moim nadgarstku. Rurka była podłączona do woreczka, teraz prawie pustego. Widniał na nim napis grupy krwi.
- Dzięki. - mruknęłam na wpół ironicznie, ale w moich oczach była wdzięczność. Ukradli dla mnie krew!
- Teraz pachniesz zupełnie nie tak. - powiedwział Damon z bladym uśmiechem. Odwzajemniłam go. Myślał teraz o tym, że udało mu się mnie uratować. Że jest bezgranicznie szczęśliwy. Roxanne i Matt marzyli, by Damon trwał w tym szczęściu. Pomimo, że poniekąd byli od niego młodsi, mieli poczucie obowiązku wobec niego.
Wstydziłam się tak burzyć ich idealny świat. Gdybym mogła, spłonęłabym rumieńcem. Wtedy też zrozumiałam:
Nie mogłam zostawić Damona. Ja go kochałam.
  • awatar i can be strong.: fajne ;) zapraszam do mnie pisze opowiadanie :)
  • awatar Gość: Boskie!!!!!!!!! Zakochałam się w tym opowiadaniu/książce!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • awatar nowa<3: genialny:)zapraszam pisze opowiadania o nastoletniej dziewczynie która wkracza w świat tajemnicy i tylko ona może uratować pozostałych przed zagrożeniem napływającym od nieznanych istot:0głównymi bohaterami sa bracia Salvatore:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już niedługo opublikuję 4 rozdział...
  • awatar nowa<3: bardzo mi się twoje opowiadania podobają:)dlatego dodaje do ważnych:) będe cie mieć na oku:):))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ponieważ rozdział 4 mojej powieści jest w opracowaniu (czyt. dziś zaczęłam pisać) pomęczę was wierszem:
List
Piszę te słowa po raz setny,
Łzy w oczach rozmazują litery.
Chciałam, byś był tylko chwilą,
Lecz niezapomniane nigdy nie miną.
Przystanek w życiowej podróży,
Omyłkowo zostawione serce,
Obok niego mały kluczyk
I miłość dla ciebie, w podzięce.
Ty jej nie przyjąłeś,
Do szczęścia ci nie jest potrzebna.
Więc dwa słowa pożegnania:
Żegnaj. Umieram.
 

 
Wybaczcie, że coraz krótsze. Następny będzie dłuższy.
I promise it.
 

 
Rozdział 3: Myśli
Nasze twarze znalazły się kilka centymetrów od siebie.
Wtedy przeraziłam się. Byłam pewna jednego: to zbyt duża pokusa dla i tak spragnionego Damona. Nie wiedziałam, czy podoła. Nie mogłam mu...
Za późno. Wpił mi się w usta z nieznaną mi gwałtownością. Odsunęłam się. Wiedział, że przesadził, bo spuścił wzrok.
- Zmieńmy temat, zanim kolejna głupia rzecz wpadnie ci do głowy. - zaskoczył mnie własny, szorstki ton. - Może... Opowiesz mi o sobie. - złagodniałam.
- Skoro to cię uszczęśliwi... - westchnął. - Moja historia zaczyna się w 1894 roku. Z ludzkiego życia nie pamiętam zbyt wiele. Nie przypominam sobie nawet swoich rodziców! Wiem tylko tyle, że przemieniono mnie w ciemnym zaułku. Miałem wówczas 19 lat. Nie znając innego sposobu na życie, zniżyłem się do mordu. Liczbę moich ofiar można by śmiało podawać w tysiącach. Potem spotkałem ciebie. Byłaś dla mnie jak piękna róża wśród monotonnych, zwykłych polnych kwiatów. Byłaś taka bezbronna, aż prosiłaś się o śmierć. Kiedy ci to zrobiłem, zmuszałem się, by nie zawrócić. W końcu nie chciałem zobaczyć tak okrutnie potraktowanego ciała lub miejsca zbrodni otoczonego żółtą taśmą policyjną. Nie rozumiałem, czemu nie mogę o tobie zapomnieć. Teraz wiem. - na jego twarzy zauważyłam delikatny uśmiech. - Postanowiłem, że byłaś ostatnią osobą, którą po prostu zabiłem. Po nocach chodziłem po oddziałach dla umierających w szpitalach i dawałem szansę. Na wieczność. Myślałem, że potrafię dię kontrolować. Skądże znowu! - powiedział z lekką ironią. - Po latach spotkałem cię i odetchnąłem. Jedyne istnienie, które ciążyło mi na sumieniu, stało przede mną i patrzyło mi głęboko w oczy, jakbyś chciała prześwietlić każdy zakamarek mojej duszy. Po tym spojrzeniu nabrałem niepodważalnej pewności, że to ty. Patrzyłaś tak na mnie w lesie, gdy... Gdy zobaczyłaś mnie po raz pierwszy. - urwał. Zrozumiałam, że to koniec. Spojrzałam na zegar, wiszący nad drzwiami. Było po północy. Zaczęłam ciekawie rozglądać po pokoju. Nie zwróciłam uwagi, gdzie jestem. Siedzieliśmy na sofie w kolorze czekolady. Ten odcień miały też półki, dywan, lampa i biurko. Reszta wystroj, w tym efektowna wieża muzyczna z gatunku tych, których boję się choćby tknąć, była w kolorze wanilii. Podłogę wyłożono deskami drewna o nieznanej mi nazwie w ciepłych barwach. Zamiast jednej ze ścian widniała tafla szkła. Przez to niebotycznych rozmiarów okno widać było ścianę lasu.
Spojrzałam mu prosto w oczy i wzdrygnęław się. Usłyszałam... Coś! To były jego myśli? To były jego myśli! O nie. Najwyraźniej moje miejsce jest u czubków.
- Co się stało? - spytał łagodnie.
- Usłyszałam... Twoje myśli.
 

 
Uwaga! W budowie jest strona na Poszkole! Chętnych zapraszam z ok. tydzień!
 

 
Moja NPNwijD (patrz wpis niżej) chce, by nazywać ją Black Star. Cóż, musicie się z tym pogodzić tak jak ze mną było...
 

 
Oto dowód dla mojej Najlepszej Przyjaciółki na Wieczność i jeszcze Dłużej :-)
Na imię jej... Tajemnica! W każdym bądź razie na pewno opiszę wam kiedyś, jak wygląda nasza przyjaźń i co robimy, gdy jesteśmy razem (głównie to świrujemy, ale są jeszcze przecież inne zajęcia
 

 
Rozdział 2: Szok
Moje serce? Ono... Bije? Nie mogłam nic wykrztusić. Chyba doznałam szoku.
- Angel? - z bardzo daleka ktoś mnie wołał. Otworzyłam oczy. Chyba leżałam na podłodze, bo czułam zimną posadzkę.
- Słyszysz mnie? - to Damon. Przez jego pieszczotliwy głos przebrzmiewała nuta niepokoju.
- Tak. - odpowiedziałam szeptem. Spróbowałam się podnieść. Ból przeszył moje ciało. Jęknęłam i znów opadłam na podłogę. Zacisnęłam bezsilnie dłoń w pięść.
- Boli cię? - usłyszałam głos Damona. Skinęłam tylko głową. Po chwili leżałam na sofie. Bolał mnie nawet wdech powietrza.
- Dla kogoś takiego, jak my - a raczej dla kogoś takiego jak ona - to może być zabójcze. - stwierdził Matthew.
- Co można zrobić? - zapytał Damon.
- Czekać na cud. - usłyszałam.
- Ona jest niezwykła. - powiedziała nagle Roxanne. - Jej oczy są... Złote.
- Żywi się krwią zwierząt. - padła odpowiedź. Zapadła niezręczna cisza.
- Po co ją tu zaprosiłem... - mówił Damon. - Przynajmniej by żyła. Jeśli nasze istnienie można nazwać życiem.
Chciałam mu powiedzieć, że przeżyję. Powiedzieć mu cokolwiek. Ale usta odmawiały posłuszeństwa. Słyszałam delikatne uderzenia własnego serca. Całe życie przeszło mi przed oczami: dzieciństwo, morderstwo, rozpacz, przemianę, spotkanie... Później nic nie pamiętam. Zapadłam w nicość.
- Damon, masz szczęście. Przeżyje.
Czemu on ma szczęście?
- Musiałeś to zrobić!? - popłynęły słowa zdenerwowania. Co zrobił?!
- Na pewno nie cierpi?
Co on MI zrobił?! Co się stało?! Wtedy przed oczami stanęła mi wizja. Ostre światło lampy. Plamy krwi na dywanie, kanapie, ścianach... W połączeniu z jasnymi kolorami wyglądało to makabrycznie. I ja. Leżę na podłodze, cała w krwi. O boże...
To moja krew! Damon mnie zaatakował? Znowu?!
Otworzyłam oczy. Czyżbym przeżywała déja vu? Krajobraz ten sam, co przed chwilą na moich oczach. Z tą subtelną różnicą, że to była jawa. Surrealistyczna, makabryczna. Niestety prawdziwa.
- Żyjesz... Ty żyjesz! - powiedział Damon. Stał tuż przede mną. Déja vu.
- Co mi zrobiłeś? - spytałam wypranym z emocji głosem.
- Nie zdołałem... Oprzeć się twojej krwi. Znowu.
- Czemu? - odpowiedziałam tym samym tonem.
- Nie zwracałem uwagi na twój zapach. Ale wtedy odetchnąłem pełnią i nie zdołałem... - ukrył twarz w dłoniach. Gwałtownie poruszał powiekami, jakby go piekły. Więc tak wygląda wampirzy płacz.
- To, że mnie zaatakowałeś, nie znaczy, że ci nie wybaczę. - położyłam mu dłoń na ramieniu, a potem lekko pogłaskałam go po twarzy.
- Nie chodzi o to! Nie potrafię nad sobą panować, gdy jesteś w pobliżu. - w tym miejscu odruchowo przyciągnęłam rękę do siebie. - Mimo to twoje serce nadal bije, a ja nie mam najmniejszej ochoty cię opuścić. - ostatnie dwa słowa wyszeptał.
- Nie opuszczaj. - odparłam delikatnie.
- I tak nie potrafię.
- Czemu? - spytałam, lekko zdziwiona.
- Ponieważ to, co do ciebie czuję, to...
- Miłość. - szepnęłam domyślnie.
 

 
Tak, jak obiecałam:
Ciemność
Rozdział 1: Odkrycie
Jestem Angel. Mam... 17 lat i mieszkam w Thay od niedawna.
Moje życie nigdy nie było normalne. Wierzyłam, że nic nie dzieje się przypadkiem. Wszystko jest zapisane w nieznanej księdze życia, przed przyjściem na świat.
Takie spojrzenie przez pryzmat nieznanej innym w moim wieku filozofii sprawiało, że byłam i jestem dla nich... Inna? Dziwna? Nieludzka? Wszystkie trzy epitety się zgadzają. Tylko, że w innym znaczeniu.
Weszłam do łazienki i zrezygnowana swoim stanem, spojrzałam w lustro. Para czarnych jak węgiel oczu patrzyła na mnie beznamiętnie z odbicia, a pod nimi miałam sine cienie. Blada cera koronowała dzieła zmęczonej twarzy, patrzącej na mnie z lustra. Ubrałam ulubione dżinsy i czarny, luźny, wygodny top. Zeszłam na dół, do kuchni. Zajrzałam do lodówki i usiadłam przy stole, czekając na godzinę wyjazdu do szkoły.
Bosko. Nuda na sali. Dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu. Z nudów omiotłam wzrokiem kuchnię. Szafki z mahoniu komponowały się z kolorem ścian. Czarne, lakierowane uchwyty lśniły, a mozaika z biało-czarnych kwadracików przedstawiała lecące żurawie. Białe sprzęty kuchenne aż błyszczały z czystości. Słowem, nic się nie zmieniło.
Auto raczyło odpalić. Jeszcze tego brakowało, bym spóźniła się pierwszego dnia w szkole. Wielki, ceglany budynek, ogromne okna i nowoczesność zwiastowały, że nie będę się dobrze czuła w Cheyenne High School. Wypuściłam głośno powietrze i wysiadłam z samochodu. Przerzuciłam torbę przez ramię i niezbyt pewna siebie weszłam frontowymi drzwiami. Po wizycie w sekretariacie poszłam do mojej szafki. Spojrzenia innych krzyżowały się na mnie. Onieśmielona, weszłam do sali geograficznej. Fala uczniów pojawiła się tuż po mnie. Dzwonek zadzwonił, a wtedy do pokoju wszedł t e n chłopak. Szukałam go w swojej pamięci i wtedy... O nie! To niemożliwe!
Ale to on. On sprawił, że byłam inna. Chłodna noc. Około trzeciej nad ranem. Szłam przez ciemny las, starając się nie płakać. Moje życie nie miało najmniejszego sensu. Zadzwonił ktoś, że moi rodzice zostali zamordowani. W końcu usiadłam przy jakimś drzewie, tępym wzrokiem patrząc się w nicość. Po twarzy cicho spływały łzy. Uniosłam głowę, a wtedy już stał o n. Nieludzko piękny. Ta uroda przyprawiała niemal o fizyczny ból. Jego czarne oczy patrzyły przenikliwie.
- Źle robisz, że jesteś tu o tej porze. - ostrzegł.
- Jeśli masz ochotę, to mnie zabij! Nie mam dla kogo żyć! - krzyknęłam z desperacją. Zbiłam go z pantałyku. Zwykle jego ofiary najwyraźniej błagały o litość.
- Mam lepszy pomysł. - powiedział i pomógł mi wstać.
- Jaki wyrafinowany! - szydziłam. Spojrzał niepewnie, a potem... Wszystko działo się tak szybko. Chwycił mnie, a potem czułam ogień w szyi. Puścił mnie, a ja czułam, jak pożar rozprzestrzenia się po całym ciele. On zostawił mnie na pastwę ognia. Po trzech dniach agonii wróciłam do domu. Spojrzałam w lustro. Ten widok miał mnie prześladować na zawsze: szkarłatne tęczówki, blada, marmurowa wręcz cera i chęć mordu. Byłam i jestem wampirem.
Gdyby moje serce biło, na widok oprawcy stanęłoby na amen. Jego oczy, koloru krwi, znów zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Szkarłatny wzrok spoczął na mnie. Wtedy jego oczy zalśniły. Posłał mi nieco ironiczny, lecz zgorzkniały półuśmiech. Miał pecha. Ostatnie wolne miejsce było koło mnie.
Po lekcjach podeszłam do niego z duszą na ramieniu.
- To ty... - powiedziałam, patrząc w jego oczy trochę śmielej, niż zamierzałam.
- O co ci... O nie.
- Nie spodziewałeś się mnie tu. Po tylu latach.
- Myślałem, że cię zabiłem... Ale ty...
- Nie zabiłeś. Jestem.
- Jesteś. I jesteś taka... Piękna.
Nie odpowiedziałam na to. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Szkarłat jego tęczówek mnie przerażał. On zabija ludzi!
- Nie powinnaś być tu w tym stanie. - chwycił mnie za dłoń i wskazał moje oczy. Były czarne. Oznaczało to głód. Byłam głodna.
- Wiem. Ale niektórzy potrafią się powstrzymać. - znacząco podkreśliłam. Speszył się.
- Nie widziałem piękniejszego dzieła wampirów. Jesteś doskonała.
- Dzięki.
Szliśmy razem korytarzem. Pochmurne niebo dało mi nadzieję na polowanie. Zauważył ten błysk w moich oczach i pozwolił mi pobiec wgłąb lasu.
Po polowaniu udałam się nad źródło. Moje oczy nabrały koloru płynnego złota.
O dziwo, chłopak czekał na mnie.
- Najadłaś się? - spytał. - Jesteś jak człowiek żyjący wyłącznie na tofu.
- Ale nie zabijam ludzi.
- Też tego nie robię. - odparł z uśmiechem, przez który zmiękły mi kolana - Ratuję życie tym, którzy nie mają szans na przeżycie.
- Szlachetnyś, rycerzu. - powiedziałam z ironią. Żachnął się, ale nie odchodził.
- Wiesz, to dziwne - powiedziałam nagle - Teoretycznie powinnam cię rozerwać na strzępy i spalić szczątki. W praktyce rozmawiam z tobą, jak ze starym znajomym! Nawet nie ukryłeś mnie. A gdyby ktoś mnie znalazł? Zaraz by cię wykryli.
- Byłem głupi... I niedoświadczony. Nowonarodzony. Nie panują nad sobą. - przeszedł na liczbę mnogą.
- Ja jakoś mogłam. - odparłam.
Zamilkł. Po chwili powiedział:
- Ty jesteś w ogóle inna.
Okazało się, że stoimy od piętnastu minut pod jego domem. Nawet nie zauważyłam, że się poruszamy.
- Może wejdziesz? - zmienił temat.
- Mieszkasz sam? - spytałam, nie chcąc wracać do przerwanego wątku.
- Nie. Moja rodzina... Też są... Tacy jak my.
- A... Aha. - jakoś mi się nie uśmiechała wizja domu pełnego wampirów. Ale nie chciałam zatracić znajomości z jedynym wampirem w Thay.
- Jasne. Wejdę z przyjemnością.
Dom stał na uboczu, zakryty ścianą lasu. Duże okna i jasne wnętrze zupełnie nie pasowało do konieczności krycia się.
- Inaczej to sobie wyobrażałam. U mnie w domu...
- Cześć, Damon! O... Przyprowadziłeś koleżankę... Wiesz, czym to grozi, prawda?
- Ja jestem jedną z was... Tak.
- Aha. To dziwne, bo pachniesz... Jak człowiek.
- Rox. Nie przesadzaj.
- Serio? - podeszłam do lustra i przyjrzałam się głęboko swoim oczom. Gdy padł na nie poblask słońca, zalśniły lekko rubinem.
- OK... Czy to możliwe, że...
- Raczej nie. - odpowiedział mi głos.
- Kto to?... - spojrzałam za siebie. Głos należał do wysokiego, postawnego wampira.
- Miło mi cię poznać. - przyjaźnie wyciągnął rękę. - Jestem Matthew.
- Mi również. - wykrztusiłam i uścisnęłam jego dłoń. - Angel.
- Wracając do dyskusji, to jest prawie niemożliwe. Podkreślam: prawie. - powiedział poważnie Matthew.
- To znaczy? - spytała Roxanne.
- Angel, podaj mi rękę. - poprosił Matthew.
- A... Ale po co? - spytałam, objęta dziwnym lękiem.
- Podaj rękę.
Wodziłopuszkami palców po linii niebieskawych żył na moim noment. Trwało to może piętaście sekund, ale minęło jak piętnaście lat.
- Tak, jak myślałem. - Matthew przerwał ciszę. - Jej serce... Nadal bije.
#wampiry
#powieśnn
 

 
Przedstawiać się nie będę, natomiast mój pseudonim to Underworld i będę go publikować zamiast imienia. Pasuje? Jak tak, to super :-) Trochę o mnie: lubię śpiewać (ba! To jedyne, co lubię od zawsze), ale nie gardzę też dzikimi eksperymentami w kuchni i muzyką zespołu Evanescence. Lubię też wampiry. Ogólnie nie ogarniam, jak to by było być czymś takim ;-) ale podoba mi się całokształt. Nie jestem jakąś nawiedzoną fanką, żeby nie było :-)
Może kiedyś wstawię tu filmik z tym,jak zawodzę i pieję :-D spróbuję być też niekrytym krytykiem :-)
Zaraz wstawię pierwszy rozdział mojej powieści o wampirach... A może i drugi?
Pozdro i 3majcie się!
Underworld
PS.: Nie przesadziłam z emotikonkami? Prosiłabym też o ślady bywalności... Czy jakoś tak :-P
U. vel Underworld